wtorek, 21 maja 2013

Dorota Siarkowska: Przypadkowi i nieprzypadkowi goście Domu Spotkań z Historią


W tym roku Dom Spotkań z historią przygotował na Noc Muzeów „wielokulturowy Hyde Park”.  Stał się miejscem, w którym obcokrajowcy prezentowali swoją rodzimą kulturę – od jedzenia, przez rozrywkę, aż po sztukę – oraz dzielili się swoimi historiami i przemyśleniami o Warszawie. „Noc nie z tej ziemi” zorganizowaną przez instytucję można potraktować jako wydarzenie, które miało promować książkę przygotowaną przez DSH (ale jeszcze niewydaną) – „Warszawiacy nie z tej ziemi. Cudzoziemscy mieszkańcy stolicy w latach 1945-1989”. Odwiedzający mogli w Noc Muzeów zapoznać się między innymi z kulturą włoską, argentyńską, białoruską, chillijską, karaibską i urugwajską.
Dom Spotkań z Historią ma wymarzoną lokalizację na Noc Muzeów. Znajduje się na ulicy Karowej, czyli usytuowany jest tuż przy głównej trasie muzealnego pochodu. Większość zwiedzających przemieszcza się bowiem po linii prostej –  od Łazienek Królewskich, przez Centrum Sztuki Współczesnej, a później Muzeum Narodowe, aż do Zakmku Królewskiego i Starego Miasta. Spacer Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem jest niemal obowiązkowy, więc przejść przez te ulice jest naprawdę trudno.

 Warszawiacy, w drodze pomiędzy tymi najważniejszymi atrakcjami wieczoru, zatrzymują się w instytucjach, które mijają, aby zobaczyć, co akurat one przygotowały. W związku z tym bardzo dużo osób jedynie zaglądało do DSH, robiło spacer po salach i szybko się wycofywało, ponieważ nic szczególnego nie przyciągnęło ich uwagi (na szczęście nie było tych wędrowców na tyle, żeby panował jakiś przesadny tłok).
Na dłużej, spośród tych „przypadkowych” gości, zostawały w Domu Spotkań z Historią „wędrujące rodziny”. Rodzice i dzieci bardzo docenili to miejsce, ponieważ, jak podkreślali, było to jedno z nielicznych „muzeów” na trasie, które zadbało o najmłodszych zwiedzających. W DSH (w części, w której prezentowały się różne kraje) była bowiem przygotowana prezentacja zabaw i zabawek z różnych części świata. 


Dzieci mogły pograć, porysować, poskakać, pobiegać, zagrać w piłkarzyki – wszystkie te czynności na tyle przypadały im do gustu, że czasami dorośli musieli aż wyciągać swoje pociechy z budynku. Po rozmowach, które odbyłam z niektórymi rodzinami, doszłam do wniosku, że ta grupa zwiedzających jest jedną z najmniej zorganizowanych – przeważnie chodzą bez planu, zatrzymują się tam, gdzie dzieci będą chciały zostać i w zasadzie odhaczają szybko kolejne atrakcje na trasie, aby tylko zdążyć do 23, bo wtedy trzeba już wrócić do domu i położyć dzieci spać.
Jednak Dom Spotkań z Historią oprócz tych przypadkowych gości (którzy najpewniej stanowią większość zwiedzających w wielu instytucjach) przyciągnął również sporą grupę osób, które przyszły konkretnie do tego miejsca, a ich zaiteresowanie Nocą Muzeów samą w sobie było praktycznie żadne. Byli to przedstawiciele różnych mniejszości narodowych mieszkających w Polsce. Moi rozmówcy, którzy reprezentowali tę grupę, podkreślali, że w zasadzie nigdy wczesniej nie uczestniczyli w tym nocnym „evencie”, ale w tym roku uzyskali bardzo przyjazną przestrzeń, w której mogli się spotkać ze swoimi przyjaciółmi, a także opowiedzieć swoje historie innym, dlatego poczuli się „włączeni” i bardzo chętnie stawili się w DSH. Można powiedzieć, że Dom Spotkań z Historią w tym roku przyciągnął głównie „niszowe” środowisko, osoby, które zostały „pominięte” przez wszystkie inne instytucje. 


Budynek zamienił się na te kilka godzin w miejsce, gdzie obcokrajowcy wymieniali się doświadczeniami lub po prostu przyprowadzili przyjaciół, aby miło spędzić czas (zarówno ze swoimi rodzinami, jak i znajomymi z Warszawy).  Ta część publiczności była bardzo zadowolona z eventu i deklarowała, że w przyszłym roku z chęcią wybierze się także do innych miejsc i będzie „szerzej” uczestniczyć w Nocy Muzeów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz