piątek, 24 maja 2013

Maria Słyk: Efekt zaskoczenia


Muzeum Woli, skromnie usytuowane między blokami Osiedla „Srebrna”, jest jedną z mniej popularnych atrakcji na kulturalnej mapie Warszawy. Przybyli na Noc Muzeów goście nie mieli okazji sformować długiej kolejki do wejścia, jak to miało miejsce przed budynkami instytucji bardziej lubianych. A jednak, tego wieczoru frekwencja była zaskakująco wysoka. W niewielkim muzeum organizatorzy przygotowali naprawdę nietuzinkową ofertę.


Każda nowo przybyła osoba od samych drzwi zapraszana była na herbatę, serwowaną w muzealnej zastawie. Ten miły początek od razu pokazywał zwiedzającym, w jakiego typu instytucji się znaleźli, i stanowił zapowiedź dalszych przyjemności. Wszystko zorganizowane było na przekór tradycyjnemu wizerunkowi muzeum jako statecznej, pozbawionej życia instytucji. Podczas zwiedzania goście zachęcani byli do różnego rodzaju aktywności, rozmów z pracownikami, dotykania eksponatów i zaglądania do pomieszczeń na co dzień niedostępnych dla publiczności. Klasyczny nastrój muzealnej powagi został rozbity przez odważne pomysły organizatorów, starannie strzegących swoich gości przed nudą.


Postawiono na efekt zaskoczenia. Zwiedzający, podążając za białymi strzałkami rozklejonymi na podłodze, odkrywali wciąż nowe atrakcje. Im dalej, tym wyraźniej malowało się na twarzach ożywienie, zaskoczenie a czasem dezorientacja. Oprócz projekcji archiwalnych filmów, tworzenia fotogramów i nagrywania historii własnych kluczy oraz anegdot pana przewodnika, zwiedzający mogli spotkać na swojej drodze aktora deklamującego wiersze w piwnicznej graciarni, dziewczęta-rewolucjonistki anielskim śpiewem wzywające do podłożenia ognia pod biblioteki oraz tancerzy, którzy pośród głównej ekspozycji wykonywali tango w muzealnych kapciach. Największe emocje wśród wszystkich wzbudzał Chór Eksperymentalny, który dynamicznie przemieszczając się po salach muzealnych, wspaniale improwizował na temat eksponatów.



Z przeprowadzonych przeze mnie rozmów wynika, że większość zwiedzających stanowili okoliczni mieszkańcy. Mimo że wielu z nich na co dzień mija Muzeum Woli, nigdy wcześniej nie zdecydowali się wejść do środka. Wyjątek stanowiła pani, która przed wielu laty była w muzeum z wycieczką szkolną. Bo Muzea odwiedza się zwykle przy okazji wycieczek, najczęściej do innego miasta. Jednak Noc Muzeów to okazja wyjątkowa, stanowiąca dobry impuls do takiej wizyty.


Wszyscy goście byli bardzo zadowoleni z czasu spędzonego w muzeum. Jako że oczekiwali tradycyjnej ekspozycji, zostali (pozytywnie) zaskoczeni. Niektórzy sprawiali wrażenie wręcz zszokowanych fantazyjnością atrakcji, z których większość w żaden sposób nie była związana tematycznie z Wolą. Podszyte absurdem akcje artystyczne ożywiły pomieszczenia i eksponaty, które mogłyby zostać uznane za zwyczajne lub nudne. Zwiedzający deklarowali, że spędzili w Muzeum więcej czasu niż wcześniej planowali. Podekscytowani obiecywali, że do Muzeum Woli na pewno wrócą.


Organizatorzy Nocy Muzeów w tej instytucji osiągnęli świetny efekt, ale główna ekspozycja została zdecydowanie przyćmiona przez liczne atrakcje. Podejrzewam, że jeżeli rzeczywiście ktoś z uczestników Nocy Muzeów zdecyduje się odwiedzić to miejsce zwykłego dnia, może poczuć się zawiedziony. Tu przytoczę komentarz z Facebooka: "niezwykłe wydarzenie, oby było tak częściej niż podczas Nocy Muzeów, a będzie fantastycznie!".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz