czwartek, 16 maja 2013

Świt żywych muzeów - o niecodziennej nocy

Niektóre, zwłaszcza mniejsze, muzea przyjmują wtedy tylu odwiedzających, co przez wszystkie pozostałe dni w roku razem wzięte. A niektóre instytucje na co dzień całkowicie zamknięte dla publiczności (lub co najmniej jej niechętne) w tę jedną noc - korzystając ze sprzyjającej frekwencji - udają, że są muzeami i w ten sposób rozgrywają własne strategie promocyjno-marketingowe. Bo ludzie z jakichś powodów pokochali Noc Muzeów.

Inicjatywa, której 10. edycja w Warszawie rozpocznie się w sobotnie popołudnie i potrwa do niedzielnego podkurka, bywa różnie oceniana w gronie specjalistów, lecz cieszy się rosnącą popularnością, sięgającą w zeszłym roku 200 tysięcy uczestników. Co przyciąga ludzi do muzeów i nie-muzeów w Noc Muzeów?

Bezpłatny wstęp? Przecież ceny biletów w stołecznych muzeach nie są porażające, a dodatkowo większość z nich proponuje w wyznaczone dni bezpłatne wejście na ekspozycje. Specjalne atrakcje? Przecież dostęp do nich jest w dużej mierze złudzeniem, skoro sporą część czasu uczestnicy muszą spędzić w ciągnących się w nieskończoność kolejkach do wejścia. Atmosfera festiwalu różnorodności, karnawału, święta? Może właśnie tak. Poczucie nadmiaru - zarówno  przebogatej oferty, której w jeden wieczór nie jest w stanie sprostać żaden pojedynczy zwiedzający, jak i pod względem uczestnictwa tłumów spragnionych kultury, z którymi współdzielimy nasze przeżycia - wywołuje wrażenie wyjątkowości. I stanie w egalitarnej kolejce po uznawaną za elitarną kulturę jest być może konstytutywną częścią tego doświadczenia zbiorowego uczestnictwa w niecodziennym wydarzeniu. Wśród motywacji osób korzystających z atrakcji Nocy Muzeów może mieć też znaczenie tzw. społeczny dowód słuszności ("Skoro inni idą, to znaczy, że warto"), co poniekąd tłumaczyłoby, dlaczego długie kolejki do najbardziej obleganych miejsc z każdą godziną stają się jeszcze dłuższe, a gdzie indziej nie ma przez cały wieczór prawie żywej duszy.

Na koniec (choć to dopiero początek!) warto też rozważyć czynnik - nazwijmy to - polityczny. W tym ujęciu istotna jest przede wszystkim sama nocna pora zwiedzania - skoro przez cały rok słyszymy, że w Warszawie po 22 lepiej siedzieć w domu (i być cicho), Noc Muzeów to nie tylko karnawałowe zawieszenie reguł przez system, który na jedną noc daje odgórne przyzwolenie na spędzanie czasu w przestrzeni publicznej do 2-3 w nocy. W sytuacji, gdy muzea zamykają się na co dzień najpóźniej o godz. 20 (często znacznie, znacznie wcześniej), a jednocześnie Internet przyzwyczaił nas, że dostęp do treści kultury jest całodobowy, w Noc Muzeów w pewnym sensie głosujemy nogami za tym, by noce wypełnione atrakcjami kulturalnymi zdarzały się częściej, bo jest na nie zapotrzebowanie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz