wtorek, 11 czerwca 2013

Agnieszka Dulęba: Duch wystawy w Ogrodzie Botanicznym



Podczas tegorocznej Nocy Muzeum Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego straszył gości. Programowo, „ze strzygą” i „duchami, które głowę opętały”, wiedźmami. W każdym razie tego można było dowiedzieć się z przewodnika po grze terenowej, zorganizowanej pod patronatem Zarządu Samorządu Studentów Uniwersytetu Warszawskiego i Wydziału Biologii UW. W zamyśle organizatorów botaniczna jednostka naukowo-badawcza na jedną noc zamieniła się w przestrzeń magiczną, „zaklęty ogród”, labirynt i miejsce spotkań z postaciami z baśni.
 Organizatorzy zadbali o nastrój: znicze, które oświetlały boczną bramę do Ogrodu, przebrania dla siebie, napój, którym częstowano „przybyszy” oraz starannie wykonane „kajety” i torby potrzebne do gry. Przygotowani na atrakcje goście mieli ze sobą latarki, a ci, którzy trafili tu przez przypadek byli zdani na oświetlanie sobie drogi telefonami komórkowymi. Niewątpliwie Ogród w nocy staje się zupełnie innym miejscem niż w dzień – znikają kolory, nazwy roślin na tabliczkach są ledwo widoczne. Gość staje się „odkrywcą” informacji ukrytych, a zatem tajemniczych.
 Pozostaje jednak pytanie – jak wytłumaczyć obecność Ogrodu Botanicznego na liście obiektów Nocy Muzeum? Za Hansem Sedlmayrem można potraktować przestrzeń Ogrodu jako przestrzeń swojego rodzaju ekspozycji: Sposób, w jaki obecnie prawie we wszystkich miastach Europy oświetla się nocą obiekty architektoniczne, dzieła w muzeach czy rośliny w ogrodach jest wyrazem ducha „wystawy” (a nie muzeum).[1] Można przyjąć, za niektórymi z gości Nocy, że charakter instytucji udostępnianych podczas festiwalu nie ma znaczenia, że liczy się sam fakt ich otwarcia, niecodzienność sytuacji. Jednak w tym przypadku gość staje się kuratorem, który sam „oświetla” elementy „wystawy”, sam ją kreuje, zdany na siebie dokonuje subiektywnych wyborów obiektów, które znajdują się na w jego osobistej przestrzeni chwilowej ekspozycji. Zatem można pójść o krok dalej za intuicją Sedlmayra, gdy ten opisuje „muzealny instynkt”, znajdując wspólne płaszczyzny dla przestrzeni muzealnych i przyrodniczych, chociażby gdy cytuje Jüngera: Chodzi tu przy tym o obszary będące marginalnym polem działania instynktu muzealnego. Przede wszystkim ochrona przyrody […]. Istnieją dziś kwiaty, drzewa, lasy, bagna […], na których spoczywa muzealne tabu […][2]. Muzealne tabu, stygmatyzacja przestrzeni muzealnej jako niezwykłej, uświęconej.
 
              Przy wejściu do ogrodu każdy z gości został poinstruowany, że nie wolno mu zjeść niczego, co rośnie w ogrodzie. Działalność zwiedzającego, który nie był prowadzony przez Ogród przez grę terenową, ograniczała się do patrzenia, nie wolno było dotykać, schodzić z wyznaczonych ścieżek, a zatem był to schemat odwiedzin muzeum. Właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by uznać, że włączenie Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego do Nocy Muzeum było powrotem do prób stworzenia Gesamtkunstwerk, panteonu sztuki[3].


[1] H. Sedlmayr, Wystawa, [w:] Muzeum Sztuki. Antologia, red. M. Popczyk, Universitas, Kraków 2005, s. 58.
[2] Cyt. Za: H. Sedlmayr, Muzeum, [w:] Muzeum Sztuki…, op.cit., s. 51, E. Jünger, Awanturnicze serce. Figury i Capriccia, tł. i wstęp W. Kunicki, Warszawa 1999, s. 137.
[3] H. Sedlmayr, Wystawa, op. cit., s. 56.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz