czwartek, 6 czerwca 2013

Marcin Gołąb: Neon Muzeum - jasna strona Nocy?



             W nocy świat wygląda inaczej: współczesne miasto staje się miejscem tajemniczym, a jednocześnie magicznym - z mrocznymi zaułkami i rozświetlonymi ulicami. Po zmroku także muzea zyskują nowe oblicze, czego najlepszym przykładem jest popularny filmowy motyw placówki muzealnej, która po zamknięciu zaczyna żyć swoim własnym życiem (np. w filmie Noc w muzeum w reż. Shawna Levya). Skąd bierze się wysoka frekwencja wśród zwiedzających podczas akcji nazwanej Nocą Muzeów? Sądzę, że po części ma swoje źródło właśnie w przekonaniu, że po zmroku atmosfera w instytucjach wciąż chyba uznawanych za niezwykle konserwatywne, staje się inna, przyjaźniejsza oraz, że (być może) widać wówczas coś... więcej.
            Jeżeli istnieją w Warszawie muzea, których funkcjonowanie nierozłącznie kojarzy się ze zmrokiem, z ciemnością, to najlepszym przykładem takiej instytucji jest Neon Muzeum (nazywane również po prostu Muzeum Neonów, na siedzibie instytucji znajduje się natomiast charakterystyczny, minimalistyczny neon z rakietą). Zlokalizowane na terenie Soho Factory przy ul. Mińskiej 25, czynne jest zazwyczaj w godzinach 12-17 od czwartku do soboty, a godzinę krócej w niedzielę. Godziny otwarcia, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę wczesny zachód słońca zimą, wydają się zupełnie niedostosowane do ekspozycji muzealnej, której część znajduje się w plenerze - na terenie dawnej fabryki. Obsługa placówki (zresztą nader skromna liczebnie, o czym jeszcze wspomnę) twierdziła, że zainteresowanie muzeum od początku jego istnienia ocenia jako średnie: od kilku do kilkudziesięciu zwiedzających dziennie (w przypadku grup).
            Noc Muzeów stała się idealną okazją do rozreklamowania tej instytucji, zajmującej się materią nader ciekawą, a o której w mediach zrobiło się głośno dopiero niedawno, po ogłoszeniu konkursu na neon dla Warszawy. Wydaje mi się, że poprzez zaanektowanie dawnej fabryki na potrzeby kultury, szczególnie podczas takich okazji jak Noc Muzeów, odbywa się symboliczne włączenie tej części Warszawy do Miasta - co wbrew pozorom nie jest tak oczywiste - i ma ono charakter bardziej neutralny niż różnego rodzaju praskie inicjatywy - często z ducha kolonialne.
            Do samego muzeum piszący te słowa przekonał się tylko połowicznie, niemniej większość zwiedzających wydawała się zadowolona z tego, co zobaczyła. Lub usatysfakcjonowana tym, w czym uczestniczyła - wydaje mi się, że w porównaniu z tradycyjną praktyką zwiedzania muzeów, podczas akcji takich jak Noc Muzeów, akcent przesuwa się na uczestnictwo, na przeżycie związane nie tylko z oglądaniem eksponatów i podziwianiem architektury muzeum. Z tego też powodu trudno ocenić jak znaczący wpływ na satysfakcję odwiedzających miało to, co udostępniono do „zobaczenia“.  


Zwiedzanie
            Jak wyglądało zwiedzanie Neon Muzeum podczas Nocy Muzeów? Dojazd do Soho Factory ze Śródmieścia możliwy był dzięki specjalnej linii autobusowej D. Chociaż muzeum otwarto już o 19.00, na godzinę 22.00 zapowiedziano spacer z przewodnikiem, w którego wcielił się Jerzy S. Majewski. Wówczas "muzealne" autobusy, a także tramwaje kursujące ulicą Grochowską przeżywały prawdziwe oblężenie. Niewiele osób narzekało jednak na ścisk (przede wszystkim przypadkowi pasażerowie), czuć było atmosferę święta. Zmierzający do Neon Muzeum wydawali się niezmiernie zadowoleni z długości kolejki w jakiej przyszło im stać - nie dość, że ogonek nie wydawał się przesadnie długi, to jeszcze zwiedzanie muzeum odbywało się nader sprawnie i z tego, co udało mi się dowiedzieć, mało kto czekał na wejście do środka dłużej niż kilka minut. Negatywnym punktem odniesienia, swoistą legendą Nocy Muzeum stała się kolejka do fabryki Wedla, sięgająca przed godziną 22.00 wejścia do Teatru Powszechnego.
            Rozczarowaniem, przynajmniej dla niektórych, okazały się zapewnienia organizatorów o tym, że „dla każdego" znajdzie się "coś słodkiego“. Przed budynkiem muzeum można było co prawda zaopatrzyć się w piwo oraz zapudełkowane sushi, ale nie usatysfakcjonowało to szczególnie rodziców z dziećmi, którzy z ulotką w ręku wypominali organizatorom niesłowność, a właściwie wypominaliby... gdyby gdzieś w pobliżu znajdował się ktoś z obsługi muzeum. Jednak poza ochroniarzem i osobą, która obsługiwała rzutnik - na I piętrze, dwuosobową obsługą sklepiku z pamiątkami i kolejnym pracownikiem ochrony - na parterze, nie udało mi się spotkać więcej pracowników muzeum. W porównaniu z nadmiarem informacji i osób informujących w Muzeum Historii Żydów Polskich, w Neon Muzeum trudno było się dowiedzieć o cokolwiek (zarówno o godzinę startu wspomnianego spaceru, historię poszczególnych neonów, jak i lokalizację toalety). Nie przeszkadzało to jednak zwiedzającym, którzy nastawieni byli bardziej na zaliczanie kolejnych "atrakcji", niż zdobywanie informacji.
            Wydaje mi się, że wśród osób zwiedzających Neon Muzeum można wyróżnić kilka głównych motywacji, które stały za ich wizytą (niektóre motywacje łączyły się ze sobą, niektóre miały związek bardziej związek z Nocą Muzeów):
- neony dobrze wyglądają w nocy - dlatego warto je zobaczyć właśnie podczas Nocy Muzeów (lub/i sfotografować)
- nie byłem/byłam nigdy w Neon Muzeum
- chciałbym/chciałabym zobaczyć neony ze swojej młodości
- kolejne muzeum do "odhaczenia" + zdjęcie na portal społecznościowy
- okazja do spotkania ze znajomymi
- spacer z Jerzym S. Majewskim o tematyce neonowej
- warszawskie słoiki (bardziej jako hasło, mem)
- możliwość zobaczenia projektów przesłanych na konkurs neonu warszawskiego

            Niestety nie spotkałem nikogo, kto chciałby się dowiedzieć czegoś o historii neonów, sposobie ich budowy itp., a szczególnie o prezentowanych w muzeum obiektach. Zresztą gdyby ktoś taki nawet się pojawił, jego usiłowania mogłyby spalić na panewce, gdyż jedynie wystawa prezentująca prace konkursowe była wyposażona w opisy, natomiast jak już wspomniałem brakowało pracowników, którzy mogliby takim osobom służyć informacją.
            Ekspozycja stała zajmuje cały parter muzeum i wydaje mi się, że mimo braków informacyjnych została przyjęta bardzo ciepło: dużą część zwiedzających stanowiły osoby starsze, którym prezentowane neony przypominały przeszłość; wśród młodszych zwiedzających szczególną popularnością cieszyła się możliwość wykonania efektownych zdjęć. Mało kto natomiast interesował się technicznymi aspektami budowy neonów (pierwsza sala po prawej stronie od wejścia), również niewiele osób zaopatrywało się w pamiątki, gdyż m.in. jak usłyszałem „tyle pieniędzy za komunistyczną szklankę to ja płacił nie będę” (kubek, o którym mowa, kosztuje 39 zł).
            Jedyna grupą zwiedzających żądną informacji (a po części na pewno oczekującej atrakcyjnego eventu), byli ci, którzy wybrali się na spacer pod auspicjami Jerzego S. Majewskiego. Spacer zapowiedziany na 22.00 rozpoczął się z kilkunastominutowym opóźnieniem, gdyż znany varsavianista udzielał telewizyjnego wywiadu. Opóźnienie spowodowało wśród oczekujących niepewność i chaos, ponownie okazało się natomiast, że wątpliwości odwiedzających nie ma kto rozwiać, gdyż pracowników muzeum nie było w pobliżu. Wędrówka odbyła się na terenie Soho Factory, do zobaczenia było 5 neonów. Opowiastki, które snuł przewodnik dotyczyły raczej neonów w ogóle, a nie tych pokazywanych w okolicy muzeum - najcenniejszą podawaną informacją było ich osadzenie w topografii Warszawy, co zresztą nie było trudne w przypadku wielu z nich (m.in. Warszawa Wschodnia, Kino Praha). Nikt nie odważył się jednak zadawać pytań (lub pytań po prostu nie było). Na zakończenie spaceru przewodnik otrzymał gromkie brawa, ale indagowani przeze mnie zwiedzający twierdzili, że czują pewien niedosyt - wycieczka była dla nich zbyt krótka, a podawane informacje powierzchowne.
            Dodatkową atrakcją była scena ustawiona przed budynkiem muzeum, na której od czasu do czasu ktoś występował, przyznam jednak, że nie śledziłem programu artystycznego, podobnie zresztą jak większość tam obecnych. Warto jednak zauważyć, że przed samym muzeum zgromadziło się wiele osób, które siedząc tam posilały się/popijały napoje alkoholowe i nie tylko przed dalszym zwiedzaniem. Należy też wspomnieć, że w Soho Factory podczas Nocy Muzeów czynne były także inne instytucje, co dodatkowo ożywiło ów postindustrialny teren.


Konkurs "Neon dla Warszawy"
            Na pierwszym piętrze zlokalizowano wystawę prezentującą kilkadziesiąt prac nadesłanych na konkurs "Neon dla Warszawy" organizowany przez Neon Muzeum oraz RWE. W internetowym głosowaniu wybrano projekt "Warszawskie Słoiki" zespołu Designlab w składzie Magdalena Czapiewska oraz Karol Murlak. Już podczas głosowania ów projekt wzbudził duże emocje - neon przedstawiający 3 nachodzące na siebie słoiki miał stać się poniekąd symbolem Warszawy. I wszystko wskazuje na to, że mimo kontrowersji zostanie zrealizowany - firma RWE postanowiła zrealizować również projekty, które zajęły miejsca 2 oraz 3 ("+48 22" oraz "Wirujący bączek").
            Jakie były reakcje zwiedzających na prezentowane prace? Większość z nich traktowano z zainteresowaniem, żywo dyskutowano. "Warszawskie słoiki" również wzbudziły wiele emocji, ale reakcje odwiedzających były różne, dla mnie w dużej mierze zaskakujące. Należy podkreślić, że zwycięski projekt w formie graficznej prezentowany był przy wejściu do sali, wraz z krótką informacją o idei konkursu oraz - tak jak wszystkie projekty - z uzasadnieniem pomysłu, napisanym przez jego projektantów (tekst dostępny na stronie www poświęconej konkursowi).
            Co ciekawe znacząca część gości Neon Muzeum w ogóle nie słyszała o konkursie na neon dla Warszawy - osoby te reagowały na zwycięski projekt raczej obojętnie, bardziej zdziwieniem niż dezaprobatą, chociaż pojawiły się głosy negatywne - wpisywały się one w postawy, które opisuję dalej. Liczna była grupa osób, które o konkursie słyszały i opinię miały już wyrobioną: sądziły one, że neon przedstawiający słoiki uwłacza Warszawie i warszawianom. Niemal równie liczne było grono przeciwników neonu, którzy sądzili, że godzi on swoją wymową w osoby przyjezdne i niepotrzebnie utrwala konflikt, który daje się odczuć niemal na każdym kroku. Znaleźli się również tacy, którzy aprobowali projekt słoików - uznając, że wybranie projektu jest triumfem „Warszawki” nad warszawiakami. Najmniej liczną grupą - co dla mnie osobiście zadziwiające - było grono osób, które potraktowały ów konkurs z przymrużeniem oka, jako okazję do rozładowania ciągnącego się od dawna w stolicy konfliktu na linii miasto - wieś. Tak więc dyskusje o „Warszawskich Słoikach” przeradzały się raczej w gorące dysputy polityczne. Znacznie bardziej płodne były rozmowy o pozostałych projektach, szczególnie te toczone przy projektorze, przy pomocy którego pokazywano w atrakcyjny graficznie sposób kolejne projekty.

Podsumowanie
            Wybrać się podczas tegorocznej Nocy Muzeów do Neon Muzeum na pewno było warto, ale sama placówka nie przekonała mnie do siebie. Chociaż jej celem jest przede wszystkim ochrona reklam świetlnych, które są likwidowane i nie mają gdzie trafić, to sądzę, że warto byłoby zadbać o aspekt edukacyjny takiego muzeum. W końcu nie powinien on się sprowadzać wyłącznie do działalności wydawniczej oraz sprzedaży pamiątek. Zwiedzanie z przewodnikiem-fachowcem, większa ilość materiałów audio-wizualnych, krótkie acz celne opisy - to wszystko dodane do tego, co już jest, mogłoby sprawić, że Neon Muzeum przybrałoby kształt atrakcyjny dla szerokiego grona zwiedzających. Trzeba jednak przyznać, że dla tej placówki Noc Muzeów 2013 bez wątpienia jest sukcesem, gdyż odwiedziło ją co najmniej kilka tysięcy osób.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz