niedziela, 29 listopada 2015

Tematyczny dom kultury "1944"

W czwartek 26 listopada odbyło się drugie spotkanie z serii "Muzea a wspólnota" zainicjowanej przez IKP UW i Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, tym razem poświęcone Muzeum Powstania Warszawskiego. Paweł Dobrosielski rozmawiał z Dariuszem Gawinem, zastępcą dyrektora muzeum, oraz Christianem Karnerem, socjologiem z Uniwersytetu w Nottingham.

Warte odnotowania są moim zdaniem trzy kwestie, które poruszył dyrektor Gawin. Przy najbliższej okazji warto go będzie o nie dopytać.

1. Środowisko inicjatorów powołania muzeum - nowoczesnych konserwatystów - szukało na przełomie lat 90. i 2000. takiego wydarzenia historycznego, wokół którego będzie można zbudować metapolityczny historyczny mit inkluzywny, który przeciwdziałałby diagnozowanemu wówczas przez nich bezwiednemu leseferyzmowi w sferze wartości. Od początku chcieli działać nowoczesnymi środkami, stworzyć muzeum, które będzie wielowymiarowym centrum kultury. To że zdecydowali się akurat na tematykę powstania warszawskiego, było w pewnym stopniu wynikiem okoliczności zewnętrznych - kalendarza rocznic i obsady stanowiska prezydenta Warszawy. Z punktu widzenia dyrektora Gawina równie "etosowe" i równie emocjonalnie angażujące mogłoby być utworzenie muzeum związanego z kilkoma innymi tematami ważnymi dla wspólnoty: wojną polsko-bolszewicką, ruchem Solidarności i pontyfikatem Jana Pawła II. Czy należy rozumieć, że twórcy MPW mieli w szufladzie choćby zarysy koncepcji muzeów związanych z tymi wydarzeniami?

Dopowiedzmy: być może frekwencyjny i wizerunkowy sukces MPW wynika właśnie z tego, że powstanie warszawskie było dla jego twórców tylko (i aż) jednym z potencjalnych tematów do kulturowego "przepisania" i nie ograniczały ich w tym żadne środowiskowe ani branżowe przyzwyczajenia i uprzedzenia. Nie byli osobiście zaangażowani w tę pamięć wcześniej jako społeczni jej kustosze, więc nie robili muzeum dla siebie. Nie byli też zawodowymi muzealnikami, więc nie robili muzeum "tak jak się robi muzeum". Zrobili je tak, by działało, czasem nie licząc się z wrażliwością dotychczasowych "strażników pamięci" albo dostosowując się do niej w ostatniej chwili (w książce Piotra Legutki "Jedyne takie muzeum. Odzyskana pamięć o powstaniu warszawskim" czytamy, że otwarcie muzeum planowano dokładnie na  godzinę W, ale godzinę tę zmieniono po protestach organizacji kombatanckich, które zawsze spotykają się wtedy pod pomnikiem Gloria Victis na Powązkach, o czym muzealnicy jakoś nie wiedzieli/zapomnieli).

2. Ekspozycja główna, przygotowana w 2004 roku i później ledwie uzupełniania, nie przedstawia w pełni dzisiejszego punktu widzenia twórców placówki, obecnego w przekazie niewystawienniczym (upamiętnianie cywilnych ofiar powstania na Cmentarzu Powstańców Warszawy na Woli, współpraca z Muzeum Historii Żydów Polskich przy projektach ukazujących uniwersalny wymiar doświadczenia dwóch totalitaryzmów, których lokalnym efektem była podwójna zagłada miasta). Ekspozycja była podyktowana "porządkiem miłosierdzia", w ramach którego w pierwszej kolejności należało przypomnieć "czyn zbrojny" i oddać hołd żołnierzom i instytucjom powstania, a dopiero później zająć się cywilami.

Dopowiedzmy: przez ostatnie 11,5 roku zmieniła się nie tylko społeczna pamięć o powstaniu, która - kształtowana przez muzeum - dziś zwrotnie wymusza na nim dokonywanie rewizji porządku miłosierdzia. Od 2004 roku zmieniło się także instytucjonalne otoczenie placówki: Warszawą jako tematem działań zajęło się także Muzeum Sztuki Nowoczesnej ("Warszawa w Budowie") i Muzeum Warszawy, a model muzeum narracyjnego - zainicjowany przez MPW - upowszechnił się, a nawet spowszedniał i nie robi już takiego wrażenia jak kiedyś. Tym bardziej, że w międzyczasie zmieniły się także kompetencje technologiczne publiczności - ekrany dotykowe nie robią na użytkownikach smartfonów żadnego wrażenia. Zmieniły się także zasoby samego muzeum, które zatrudniło profesjonalnych muzealników i tworzy własną kolekcję artefaktów historycznych, relacji świadków, fotografii, z których większość nigdy nie została pokazana w gmachu muzeum, choć dla zainteresowanych jest dostępna w postaci cyfrowej na stronie www placówki.

3. Być może twórcy muzeum celowo zachowają ekspozycję główną bez zmian mimo świadomości jej anachroniczności - jako pamiątkę czasów, w których powstawała. Gdyby tak się miało stać, prędzej czy później MPW stanie się muzeum polityki historycznej tworzonej w reakcji na "leseferyzm" lat 90., a także pomnikiem wiary w moc muzeów narracyjnych. Jak więc znaleźć miejsce na nową narrację o powstaniu? Dyrektor Gawin odpowiada: "Nie palcie muzeów, zakładajcie własne".

Dopowiedzmy: To już się dzieje, przy Cmentarzu Powstańców Warszawy powstaje niezależna od MPW izba pamięci. Innym niezależnym od MPW ośrodkiem pamięci o powstaniu jest dawny gmach PAST-y, mieszczący dziś siedziby organizacji kombatanckich. Tymczasem jednak ciekaw jestem, czy muzeum serio myśli o zmuzealizowaniu własnej ekspozycji. Wszak w "porządku miłosierdzia" czeka jeszcze kilka tematów dotąd nieporuszanych, choćby temat upiornego kwartału między październikiem 1944 a połową stycznia 1945, kiedy Warszawa wcale nie była tylko miastem ruin, lecz także miastem trupów, a z drugiej strony - miastem tyleż heroicznej, co beznadziejnej, w istocie partyzanckiej, walki o ocalenie dóbr kultury, choćby w ramach tzw. akcji pruszkowskiej. Chciałbym zobaczyć wystawę na ten temat: w tym muzeum, w innym albo we własnym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz