poniedziałek, 10 października 2016

Kongres kultury bezprzymiotnikowej

Od 7 do 9 października trwał w Warszawie Kongres Kultury. Pierwszy zorganizowany oddolnie i prawdopodobnie ostatni, w którym najsilniej przebijał się głos twórców i menedżerów kultury związanych z publicznymi instytucjami tego sektora. Nie chodzi nawet o to, że minister właściwy do spraw odbierze im głos. Po prostu następnym razem będą musieli podzielić się głosem z innymi.

Oznaki przesilenia - słowo "kryzys" brzmi zbyt pesymistycznie - widać było na każdym kroku. Zamiast konfrontacji na tradycyjnych liniach sporu (organizatorzy-instytucje; instytucje państwowe vs. samorządowe; instytucje publiczne vs. organizacje pozarządowe), chętnie mówiono o pozaformalnych obiegach kultury (nieprawomocne kanony, niezrzeszeni twórcy, rozproszeni odbiorcy), dostrzegano zróżnicowanie przestrzenne (centrum-peryferie) i "czasowe" (pokoleniowe) praktyk kulturalnych, akcentowano rolę podmiotów prywatnych jako organizatorów kultury (silny głos ze Stacji Falenica o tym, żebyśmy rozmawiali o organizacjach kulturalnych, a nie instytucjach kultury - rozumianych jako beneficjenci sektora budżetowego). 

Zamiast branżowego narzekania, którego tak się obawialiśmy (Artur Celiński: "rozmawiać z ludźmi kultury o kulturze, to jak rozmawiać z górnikami o górnictwie"), przedstawiono dogłębną diagnozę stanu kultury we współczesnej Polsce (hasłowe podsumowanie tych analiz dostępne w formie infografiki zwanej nieco na wyrost mapą, więcej w raporcie; główne zaklęcie: "edukacja kulturalna, głupcze!"), pokuszono się o akcenty autorefleksyjne zarówno pod kątem form politycznej i ekonomicznej instrumentalizacji kultury w ostatnim ćwierćwieczu (Iwona Kurz i Weronika Szczawińska podczas panelu inauguracyjnego), jak i wobec walczących o utrzymanie swojego statusu - również za pomocą kultury -  środowisk inteligenckich (Tomasz Zarycki podczas obrad "stolika" Kultura i rozwój). 

Wreszcie mimo zdiagnozowania "kryzysu wyobraźni" (panel Jak jest), która w znaczącej mierze pozostaje retrospektywna, nieśmiało przebijały się głosy nowego prospektywizmu - utopii w skali, którą da się zaakceptować, nie wierząc w ideę postępu. Jerzy Hausner przedstawił koncept Miasta-Idei, zaznaczając, że w każdym mieście efekty jego zastosowań będą różne i że za każdym razem pracę musi zainicjować i wykonać lokalna społeczność, bazując na podzielanych wartościach ("Nie ma wspólnotowości bez normatywności"); uczestnicy projektu ADESTE przekonywali, że w słusznym celu (zachęcanie do uczestnictwa w kulturze) instytucje (organizacje) mogą ze sobą skutecznie współpracować, a nie konkurować - nie tylko w teorii i w dokumentach strategicznych, lecz także w praktycznym, codziennym działaniu; uczestnicy debat stolikowych odwoływali się do otwartej w Zachęcie w przedkongresowy czwartek (6.10.) wystawy prezentującej zaproponowany przez Krzysztofa Wodiczkę i Jarosława Kozakiewicza projekt Instytutu Rozbrojenia Kultury i Zniesienia Wojen im. Józefa Rotblata. Ich wizja - miód na serce badacza niedoszłych muzeów - zakłada stworzenie pod płytą warszawskiego pl. Piłsudskiego placówki naukowo-edukacyjno-kulturalnej, która byłaby "wyzwaniem dla podtrzymywanej w zbiorowej pamięci kultury wojny". 

Potrzebujemy takiego instytutu? Na pewno potrzebujemy nowych mitów i narracji - to była jedna z roboczych rekomendacji wypracowanych przy stoliku Kultura i rozwój. Tymczasem jeden z najwybitniejszych Narratorów naszych czasów - Andrzej Wajda - odszedł wieczorem w dniu zakończenia obrad Kongresu. W tym miejscu przypomnę, że Wajdzie zawdzięczamy nie tylko imponujący dorobek filmowy. Bez Wajdy - bez jego wyobraźni, wrażliwości i zaangażowania - nie byłoby też kilku ważnych polskich muzeów i instytucji kultury w kształcie, w jakim nam służą. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz